czwartek, 20 marca 2014

Jemy

A jeść lubimy.
Tak się składa, że rodzinnie.

Z tym, że my do porodu jedliśmy zdecydowanie niezdrowo, co się dziś na nas odbija. Bo przyzwyczaić się do zdrowego jedzenia jest trochę trudniej, skoro sobie człowiek dawniej folgował...

Ale Rybka zdrowo je.
Po pierwsze: pierś. Całe szczęście nadal je z ochotą. Wieeelką.

Po drugie: zupki. Domowe, przecierane, mocno marchewkowe. Z tym różnie. Na początku było super (nie tak, jak w książkach - po jednej łyżeczce, Rybka jadła od razu z 30). Przeszłyśmy na butelkę, bo kiedy dawałam łyżeczką denerwowała się, że za wolno podaję... Obecnie czasem je chętnie, czasem prawie wcale. Ale teraz zupka jest już poważniejsza - na króliku.

Po trzecie: jabłuszko. To całkiem świeża sprawa. Na razie spróbowała raz. I bardzo się zdziwiła, co też jej daję.

Po czwarte soczek. Spróbowałyśmy dzisiaj - uwaga - z kubka niekapka! I jestem zachwycona. Rybka też. Złapała kubek tak, jak trzeba, za "rączki" i wciągała, aż miło. Oczywiście na razie niewielką ilość, bo to wszystko próby.

Wydaje mi się, że dla Rybki smakowanie nowości jest wielką frajdą. To tak jakby kolejna zabawka wpychana do buzi... Nadal jednak króluje pierś. A że Rybka rośnie bardzo szybko (powoli wyrastamy z ubranek na rok - tak, Rybka zaczęła je nosić może z dwa miesiące temu?), chyba wszystko w porządku.

Smacznego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za każde słowo - bardzo dziękuję.